Boląca porażka – część trzecia

„Sukces lubi porażkęWinston Churchil

Ta część będzie odpowiedzią na pytanie czy porażka zawsze jest nauką na przyszłość i niesie za sobą pozytywne doświadczenie. Bardzo często w wywiadach po walce słyszymy „wrócę silniejszy” albo „co mnie nie zabije to mnie wzmocni”. Czym są te wyrażenia i czy sama z siebie porażka ma szanse wzmocnić?

  Na samym początku odpowiem na to pytanie: Nie, porażka sama w sobie jest tylko porażką i niczym innym. I może powodować wręcz efekt odwrotny, zniechęcenie i poddanie się. Co oznacza „wrócę silniejszy” zazwyczaj jest to wyrażenie wypowiedziane aby zająć czas wywiadu. Odbierając te dwa słowa dosłownie można zinterpretować je w sposób taki że w przygotowaniach do następnej walki ktoś więcej będzie wykonywał ćwiczeń siłowych aby być silniejszym. Nie do końca o to chodzi osobom które to wymawiały. Mają oni na myśli bycie porostu lepszym, a nie koniecznie silniejszym w przyszłych pojedynkach.

  Jeszcze ciekawszym stwierdzeniem jest „co mnie nie zabije to mnie wzmocni”. Sprawdźmy znaczenie tych słów. Wyobraź sobie że przeżyłeś wypadek, ale jesteś całkowicie sparaliżowany. Gdzie w wypadku jest element wzmacniający? Mniej drastyczny przykład: jeżeli coś Ci nie wychodzi i nie jesteś w stanie dostrzec dlaczego ponosisz porażkę, jakim to jest wzmocnieniem? Jeżeli ktoś uwierzy w to zdanie o wzmacnianiu i nie będzie wyciągał wniosków ze zdarzeń jakie miały miejsce to ciągle będą popełniane te same błędy. Więc  osoba ciągle „nie będzie zabijana” przez ten sam błąd/błędy. A jak będą ciągle one występowały to będzie oznaczało że wcześniejsze „lekcje” nie przyniosły żadnej wartości. Porażka jest tylko porażką i sama w sobie nie wzmacnia. 

  Zaznaczam że poniżej opisywane przykłady mają odniesienie do sportu.

  Aby była szansa na wzmocnienie z porażki, należy poświęcić energię na znalezienie jej przyczyny. Samo znalezienie przyczyny, również nic nie zmieni. Najistotniejsze jest działanie, aby wyeliminować błąd, lub bardziej skuteczne, jeżeli problem jest na tyle utrwalony że jest bardzo trudny do zmiany, może się okazać  przerobienie go w zaletę. Za przykład wezmę Artura Szpilkę, przez znaczną część kariery starano się wyeliminować u niego opuszczanie ramion. Czy to finalnie się udało? Cała energia i włożony w to zadanie trud zostały zmarnowane, bo do końca kariery błąd był powielany, szczególnie w krytycznych momentach. A gdyby zostawić ułożenie ramion w takim stanie jak są a rozwinąć lepszą prace na nogach i obony tułowiem. Dodatkowo Artur bardzo mało klinczował, a to jest przydatna umiejętność, szczególnie w kryzysie. Jest to gdybanie „co by było gdyby….”, ma ono na celu pokazać że są inne drogi od tej zauważonej na początku, która wydaje się że jest najrozsądniejsza, ale czy jest ona najlepsza? Tego w tym przypadku się już nie dowiemy. Spróbuje do tego podejść z innej strony. Opuszczanie ramion to był u Szpili wieloletni nawyk. Prace na nogach miał z boksu olimpijskiego niezłą, ale przez szybkie nabranie masy ciała, zmienił sposób w jakim poruszał się po ringu. Mimo to walce z Adamkiem pokazał że dalej potrafi bardzo dobrze pracować nogami na ringu.

   Jak jeszcze boksowałem rozróżniało się dwa sposoby przemieszczania po ringu: ciągle bycie w ruchu, nie stając w miejscu: nazywało się chodzeniem w boksie olimpijskim, natomiast oszczędne wykonywanie ruchów i bez potrzeby unikania przemieszczania się przypisywane było do boksu zawodowego. To ma w dużej mierze zobrazowanie jaki był sposób rozróżniania sposobu przemieszczania się podczas walki, miał on zastosowanie szczególnie w najcięższych kategoriach wagowych. Uważano że zawodnik ważący około 100 kg nie będzie w stanie przemieszczać się jak „olimpijczyk”. To przekonanie zostało zmienione przez Usyka, który potrafi przez całą walkę się ruszać i z rundy na rundę podkręcać jeszcze tempo. 

  Wracając do tematu Artura, był on zawodnikiem energicznym, eksplozywnym i ogólnie szybkim- potrafił przyśpieszyć na nogach oraz zerwać/przyśpieszyć atak. Więc miał podstawy aby wrócić do podstaw, które nabył w boksie olimpijskim. Czyli powrót do pracy na nogach, którą zresztą zaprezentował w walce z Adamiem i wytrzymał całą walkę tak pracując. Z tego co pamiętam to zranił nawet Tomka pod koniec walki, ale nie poszedł za ciosem i trzymał się planu taktycznego. Co świadczy że Szpila potrafił trzymać nerwy już wtedy i realizować założony plan. Wyobraźmy sobie Szpilkę który w sytuacjach zagrożenia nie zatrzymuje się z opuszczonymi ramionami, a zaczyna przemieszczać się lub klinczuje zyskując czas na regenerację. W jaki sposób wykorzystywać opuszczanie ramion jako zaletę? Widzę przynajmniej kilka. POd Artura moim zdaniem pasowałaby praca na nogach, sposobem łączonym po „olimpijsku” i z boksu zawodowego z nastawieniem na kontratak- co zresztą fajnie mu wychodziło. Walka w kontrataku polega na wyczekaniu ataku przeciwnika aby go, albo wyprzedzić swoim atakiem, albo po obronie przeprowadzić swoje uderzenie lub serię ciosów. W takim sposobie walki opuszczone ramiona mogłyby prowokować rywali do ataku, na który by się czekało.

  Zdecydowanie łatwiejsza jest nauka nowego wzorca lub rozwijanie już poznanego od wyeliminowania/zastąpienia innego nowym. Oczywiście to nie jest tak że się nie da zastąpić starego nawyku nowym, da się ale jest to trudne i bardzo czasochłonne. Przez długi czas wymaga skupienia się tylko na tym elemencie. W przygotowaniu do walk nie można postawić tylko na jeden element, bo pozostawiona reszta zawiedzie.

  Aby porażka przyniosła przydatne doświadczenie, należy dojść do wniosku jakie były jej powody. Następnie pomocne będą analizy, najlepiej z kilku perspektyw, które pokażą co można zrobić aby to się już nie powtarzało. Następnie wdrożenie najbardziej korzystnego rozwiązania, lub jeżeli jest założenie wprowadzenia kilku/wielu zmian, rozpocząć najlepiej od najprostszych elementów i stopniowo dodając kolejne. Organizm potrzebuje czasu na adaptację, denerwowanie się że nie wychodzi będzie oddalało sukces.

  Tym tekstem, przynajmniej narazie ;), kończę temat porażki. 

    Niedawno założyłem klub bokserski, w którym stosuje zdecydowanie więcej metod rozwijających ciało, od tego co udostępniam w formie tekstowej czy wideo. Dodatkowo jako fizjoterapeuta dbam o to aby ruch polepszał funkcjonalność Twojego ciała, przy okazji dobrze się bawiąc. Znajdzie tu miejsce osoba chcąca postawić swój pierwszy bokserski krok, oraz osoba z doświadczeniem i aspiracjami mistrzowskimi. Każdy z treningów ma swój cel do którego dążymy. Serdecznie Zapraszam na zajęcia do UKS Sztuka Boksu oraz do śledzenia profili społecznościowych: moich i klubowych. Zajęcia odbywają się na Warszawskim Ursynowie na terenie Szkoły Podstawowej nr 323 ul. Hirszfelda 11, chętnych zapraszam do kontaktu.

  Dziękuję za przeczytanie artykułu! Mam nadzieję, że znalazłeś w nim wartościowe informacje. Jeśli spodobał Ci się ten tekst i chcesz mnie wesprzeć, możesz postawić mi wirtualną kawę. Każda drobna wpłata pomaga mi tworzyć więcej takich treści. https://buycoffee.to/boksuj

Dziękuję za wsparcie i do następnego artykułu!

  Jeśli chcesz przenieść swoją pasję do sportu na wyższy poziom i pracować nad swoimi umiejętnościami, zapraszam do wspólnych treningów. Ze mną osiągniesz swoje cele, niezależnie od tego, czy dopiero zaczynasz, czy jesteś doświadczonym sportowcem. Skontaktuj się ze mną za pośrednictwem strony internetowej https://boksuj.com